Relacja z Lavaredo Ultra Trail 2014 (LUT) – The North Face

Ultra Trail du Mont Blanc uważany jest za jeden z najtrudniejszych ultaramaratonów w Europie. Ogromna ilość kilometrów i równie olbrzymi stopień przewyższeń sprawiają, że zawody te są w stanie ukończyć jedynie zawodnicy o bardzo dobrej kondycji fizycznej i doskonałej wytrzymałości psychicznej. Przygotowanie do tego maratonu opiera się więc na latach wielogodzinnych treningów. Jedną z form takiego przygotowania dla zawodników jest Lavaredo Ultra Trail (LUT) organizowany przez markę The North Face. Specjalnie dla nas jedna z uczestniczek postanowiła podzielić się wrażeniami z tej imprezy i opowiedzieć o jej przygotowaniach do tej niewątpliwie największej przygody w jej życiu.

20140626_103140Udało nam się przyjechać tylko dzień przed zawodami, więc czasu na aklimatyzację było naprawdę bardzo mało. Byliśmy w Cortinie w czwartek rano i po lekkim śniadanku postanowiliśmy przebiec końcówkę naszej trasy. Udowodniono bowiem, że ma to bardzo dobre działanie psychologiczne.Od samego początku zachwyciły nas widoki i pogoda. Rewelacyjne Dolomity, do tej pory znane jedynie z aury zimowej i perspektywy nart zjazdowych, teraz ukazały swoje piękno w inny sposób.

Po krótkim treningu trzeba było jeszcze odebrać pakiety startowe i wbić się na „pasta party”.
Przy odbiorze pakietu, każdy uczestnik przeszedł obowiązkową kontrolę. Trafiła nam się również miła niespodzianka. W ekipie Orgów dostrzegliśmy naszą znajomą z Polski, która pracuje jako wolontariuszka na wymianie we Włoszech. Nie ukrywam, że od razu zrobiło nam się raźniej.
Po makaronowej kolacji nadszedł czas na regenerację i długi sen.

Piątek rozpoczął się kapryśną pogodą. Na niebie pojawiały się zmianę słońce i deszcz więc do końca więc nie byliśmy pewni, jakie warunki zastaniemy na trasie. LUT to zawody na światowym poziomie: począwszy od organizacji, po możliwość spotkania na żywo światowej czołówki biegów ultra i niesamowitej atmosfery na starcie. O 23:00 ośmiuset biegaczy ruszyło na trasę jednego z najpiękniejszych widokowo biegów w Europie i na świecie. Muzyka, kibice i samo centrum miasteczka to atuty, które sprawiają, że każdy chce wygrać.

Moim celem było przebiegnięcie całej trasy w czasie maksimum dwudziestu czterech godzin, zmieszczenie się w limitach na punktach kontrolnych, co traktowałam jako sprawdzian przed UTMB, oraz sprawdzenie kręgosłupa i ogólnie kondycji. Zdaję sobie sprawę, że pomimo rehabilitacji, świetnych postępów i szybkiego powrotu do zdrowia, muszę uważać na siebie i na swoje plecy.image(5)
Założenie było takie, że ostre podejścia idę, płaskie biegnę normalnie, a zbiegi zbiegam, ale jedynie przy maksymalnej asekuracji. Profil trasy sugerował, że jej pierwsza połowa będzie trudniejsza ze względu na ostre, długie podejścia, ale o dziwo nie było tak źle. Pogoda idealna do biegania, nogi niosły, na punktach kontrolnych świetna obsługa, ogromny wybór picia i jedzenia – krótko mówiąc: rewelacja!

Około sześćdziesiątego kilometra na wysokości 2500 m n.p.m czekał na mnie przepak i właśnie kiedy tam dotarłam, przywitał mnie cudowny wschód słońca i widoki zapierające dech w piersi. Po przebraniu się i zjedzeniu ciepłego rosołku, znowu nabrałam sił i wtedy jeszcze reszta trasy wydawała mi się „bułką z masłem”.

Około osiemdziesiątego kilometra zaczął się jednak kryzys spowodowany jakimś zatruciem lub czymś podobnym. Nie byłam w stanie nic zjeść, tylko piłam, żeby się nie odwodnić. I tak dotrwałam jakoś do samej mety. Niestety, wbrew wszystkiemu malutkie podejścia na profilu trasy od dziewięćdziesiątego kilometra okazały się wredne i ciężkie. A może wcale nie były takie straszne, tylko moja sytuacja spotęgowała zmęczenie i wyobrażenia?

mapa

Starałam się mimo wszystko biec tam, gdzie się da i odliczać kilometry do końca. W tym momencie przydała się moja bardzo mocna psychika i pozytywne nastawienie do życia, ponieważ na większości punktów były również busy, które zwoziły biegaczy do bazy. Gdyby nie to, że jestem „fighterem”, pewnie bym skorzystała, bo sił ubywało mi przy każdym podejściu. Jednak doświadczenia z wielu biegów ultra przydało się w końcówce, gdzie udało mi się nawet wyprzedzić kilka innych uczestniczek maratonu. Trening przed zawodami, czyli końcówka trasy biegu, o której wspomniałam wcześniej, zadziałał fenomenalnie, bo wiedząc już gdzie jestem i ile zostało mi do mety, odczułam natychmiastowy przypływ sił. Dałam radę i z tego jestem dumna.

Wynik czasowy średni, ale nie taki był cel: 23 godziny 43 minuty, co dało mi 30 lokatę wśród Pań na 69, które ukończyły zawody. W kategorii Open miejsce 344 na 596, co też uważam za niezły wynik, jak na to co mogłam zrobić ze względu na zatrucie i kręgosłup.
Nawierzchnia niesamowicie zróżnicowana: od asfaltu, przez szuter, leśne ścieżki, małe kamyczki, które niestety się bardzo obsuwały, po trawersy ze śniegiem.

Polecam wszystkim tą imprezę i potwierdzam, że widoki są cudowne, atmosfera wspaniała, a adrenalina i endorfiny na najwyższym poziomie. Dla mniej doświadczonych jest także trasa 42km, ponoć równie piękna.

Relacja: Marzka
Organizator: The North Face
Data: 27.06.14 start godzina 23:00
Limit: 31 godzin
Trasa: 119 km
Przewyższenia: 5850 m

Galeria:

im1   im6

im5  im9  im7

im8  im10


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.